Michał Witosz
Skała miała dwa miliardy sześćset milionów lat. W środku coś czekało.Profesor Anette Corrigan otwiera semestr pytaniem, które nauka woli zadawać bokiem: skąd wzięło się życie? Przez czternaście tygodni zamierza rozłożyć przed studentami sześć teorii - zupę pierwotną, świat RNA, kominy hydrotermalne, panspermię, glinę i tę szóstą, której nikt poważny już nie dotyka. Tę o krzemie.Tego samego popołudnia na jej pulpicie leży szara koperta bez znaczka, podpisana charakterem pisma, którego nie widziała od jedenastu lat.Osiemdziesiąt kilometrów od Kiruny, w najstarszej i najbardziej martwej skorupie kontynentalnej Europy, głęboki odwiert naukowy wpada w pustkę na głębokości 2347 metrów. Diamentowa koronka wraca starta do gołej stali. W rdzeniu jest materiał o składzie krzem-węgiel jeden do jednego, ułożony we wzór, który powtarza się z regularnością, jakiej geologia nie produkuje.Zanim skończy się lato, projekt zniknie z papierów, teren przejmie spółka bez przeszłości, a Anette dostanie zaproszenie, którego nie da się odrzucić.Sfera ma sto osiemdziesiąt metrów średnicy. Nadaje sześćdziesiąt siedem impulsów. I czeka na kogoś, kto potrafi policzyć, zanim zacznie zgadywać.Hard science fiction o pierwszym kontakcie, pochodzeniu życia i cenie uczciwego 'nie wiem'. Tom pierwszy.